piątek, 31 października 2014

Nowy blog

Zapraszam na mojego nowego bloga http://wizje-mroku-upadli.blogspot.com Mam nadzieje, ze wyrazicie swoją opinie jak waszym zdaniem sie zapowiada. Link do niego znajdziecie również w menu. Pozdrawiam

piątek, 17 października 2014

Rozdział 21


Dzisiaj kolejne zadanie jakie przypadnie wypełnić przez kandydatki na potencjalną żonę dla Cezara Rzymu- dla Itachiego. Długo stała przed lustrem przyglądając się sobie. Dzisiaj chciała wyglądać pięknie, wyjątkowo, a mimo to czuć się swobodnie i nie zwracać zbytnio uwagi innych. Założyła suknie koloru miętowego. Była lekka- skromna. Była na grubych ramiączkach. Z tyłu zawiązany gorset, a u dołu lekko uniesiona. Do tego buty na lekkim obcasie- czarne wiatrówki. Swoje długie włosy lekko podkręciła na końcach a dwa przednie pasma spięła u góry. Lekki makijaż i już szła do wyjścia na plac. Jej buty lekko stukały o powierzchnie wydając charakterystyczny stukot. Z budynku wyszła szybciej niż myślała. Spuściła głowę gdy inne panny na nią spoglądały. Teraz jak tak rozejrzała się po wszystkich tu zgromadzonych kobietach czuła że nie wygląda nawet ładnie. Inne panie ubrane bogato, z pięknie zdobionymi strojami, każda prezentowała coraz to bardziej piękne i pokaźne tkaniny, falbany i makijaże. Westchnęła zażenowana. Może naturalność to nie jest to. Może trzeba wyjść bardziej bogato przyodziana. Usłyszała jak do nich zbliża się cezar ze świtą. Uniosła dumnie głowę. Musi wziąć się w garść bo jednak co jak co ale bardzo by chciała mieć Itachiego dla siebie. Jednak nie wiedziała co on o niej sądzi.



Itachi to, Itachi tamtooo… i tak w kółko. Czy nie mogą dać mu spokoju. Nie to że przeżyć wczorajszy pocałunek słodkiej Sakury z innym to jeszcze teraz jak zwykle muszą zatruwać go tym co chce senat.
-Senat nie chce zgodzić się na kandydaturę Sakury. Musisz ją wydelegować, ona miała już męża nie może być twoją żoną. Mówił Pain.
-Nie obchodzi mnie to co myśli senat to ich sprawa. Nienawidzę  tych nadętych grubasów. Nagle tak im nie odpowiada Sakura. Im zawsze coś przeszkadza, ale mówiąc szczerze najbardziej pragnę tego żeby to ona wygrała, nie jest taka jak inne. Jest sobą
-Dobrze wiem o czym mówisz, to naprawdę świetna dziewczyna, dużo przeszła przez Sasuke. Dużo jej krzywd wyrządził i mimo tego że unieważniłeś jej ślub ona jednak nie jest czysta.
-Czysta?
-Wiesz o czym mówię.
-Tak wiem- Stwierdził. Świnie z Senatu były naprawdę wybredne. Wiecznie im coś nie odpowiadało. Sami wymyślili ten durny konkurs, a teraz raptem zmieniają zdanie bo oni już mają dla niego tą ,,właściwą” kandydatkę. Jakiś bogaty ojciec jednej z dam przekupił tych snobów i naglę znalazła się dla niego kandydatka, ale nie on nie da się tak łatwo, on ma swoją kandydatkę na żonę, na inne nawet nie patrzył.
-Nie dam się im postanowiłem że dzisiaj wyłonię z tych kobiet trzy w tym tą jedną co tak upiera się przy niej senat pozostałe dwie będą moich wyborem i zobaczymy jak się sprawdzą.
-I na pewno będzie w tej trójce Sakura- odrzekł rudowłosy mężczyzna.
-Jak ty mnie dobrze znasz przyjacielu. Co powiesz na mały sparing na miecze po tym cyrku.
-Zgadam się coś ostatnio się rozleniwiłem ciągle siedzę w papierach. Obydwoje zaśmieli się zaśmieli jednocześnie. Po chwili wyszli na plac gdzie czekały na nich wystrojone panny, a w tym jego różowa pani. Wzrokiem odszukał swojej ,,ulubienicy”. Stała jak zwykle nieśmiało na końcu. Z przodu panny przepychały się o to by czarnooki zwrócił na którąś uwagę a ona nic. Jak by nie wyrażała żadnego zainteresowania władcą. Nagle rozległ się głos doradcy cezara:
-Dzisiaj nie będzie żadnej konkurencji nasz władca wybrał sobie trzy kandydatki z którymi po kolei spędzi trzy noce. Oto one:
-Yuuki Goime- zadowolony okrzyk kandydatki i brawa rozległy się pośród tłumu  czemu owa panna przechodzi dalej. To ją wybrał senat.
-Arumi Kaika- Druga kandydatka wybrana przez Itachiego to czysty przypadek była pierwsza na liście kandydatek. Teraz czekał, aż wywołają jego własną kandydatkę. Spojrzał się na nią. Głowę miała lekko opuszczoną do dołu. Na jej twarz wkradły się wątpliwości. Widział że zrezygnowała. Nagle uniosła głowę dumnie ku górze.
-i ostatnia kandydatka Sakura Haruno- Teraz w jej oczach dostrzegł szok. Czyż by nie wierzyła w siebie. Zdezorientowanymi tęczówkami odszukała jego osoby. Ich spojrzenia się skrzyżowały. Posłał jej delikatny uśmiech. Jak na nią patrzył nie umiał się nie uśmiechać. Jednak zaraz przypomniał sobie jej pocałunek z Zero. Czar prysł. Jednak nie mógł jej oddać tak łatwo to jego różowa pani to ją widział w swoich snach, to ona pomagała mu gdy był w więzieniu. Dużo jej zawdzięcza, Jednak czy on czuje do niej na pewno miłość czy to może tylko wdzięczność i chęć posiadania przy sobie kogoś blisko po tym jak stracił rodzinę, ewentualnie chce swoim wyborem dopiec ludziom z senatu. Jego uczucia stały się dla niego zagadką. Dzisiaj miała przyjść na noc do niego pierwsza kandydatka. Te nocne schadzki były dla niego czymś po prostu głupim i niedorzecznym. Z daleka na ławce dostrzegł różow-owłosą czytającą jakąś książkę. Widział na jej twarzy wszystkie uczucia jakie przeżywała w tamtej chwili.
Uśmiechnął się pod nosem na ten widok. Mimowolnie jego stopy podążały w jej kierunku. Nie widziała go. Przysiadł się gwałtownie do  niej na ławkę, a zyskując mały element zaskoczenia dziewczyna gwałtownie się odsunęła i cichym piskiem.
-Wystraszyłeś mnie.- wyszeptała ledwie dosłyszalnie. Przyjrzał się jej uważnie. Włosy miała lekko potargane przez wiatr przez co pozakręcały lekko się jej w sprężynki na końcówkach. Oczy błyszczały jak zawsze tą żywą zielenią. Subtelnie usta wygięte teraz w małym szoku. 
-Coś łączy cię z Zerem?- Zdziwił się sam sobie w jaki bezpośredni sposób się do niej  zwrócił. Nie tylko jego zdziwiło to bezpośrednie pytanie. Wytrzeszczyła na niego oczy nie mając pojęcia co ma mu na to stwierdzenie odpowiedzieć.
-Nie Itachi nic nas nie łączy, co jedynie ostatnio wziął mnie na wycieczkę konno nic więcej. Traktuje go jak przyjaciela nic więcej.
-Mogłaś ze mną jechać na wycieczkę konną, a poza tym przyjaciół się nie całuje- mówiąc to zacięcie  w jego oczach do uzyskania nurtującej go odpowiedzi  było ogromne. Czół się trochę dziwnie zadając jej te pytania. Nie chciał wyjść na zazdrośnika. Sakura nie wiedziała co ma mu na to odpowiedzieć. Zmieszała się lekko, a delikatnie rumieńce wypłynęły na jej policzki.
-To nikt w którym mógł byś mieć zagrożenie Itachi. Biorąc książkę do ręki odeszła w stronę wejścia do pałacu. Czarnowłosy stał zaszokowany jej. Nie wiedział co ma na to powiedzieć. Jej słowa krążyły mu w umyśle. Jednak wyszedł na zazdrośnika. Do głowy przyszedł mu pewien pomysł. Musi coś wymyślić żeby zmieniła o nim zdanie. Musi jakoś ją ucieszyć. Musi coś zrobić żeby nie odwróciła się od niego.

Słowa Itachiego mało co powiedziane że ją zaskoczyły- one ją zaszokowały. Nie wiedziała czemu mu odpowiedziała w taki sposób. Nie chciała, żeby Itachi myślał, że co kolwiek łączy ją i Zero. Weszła do swojego pokoju. Na stoliku obok jej łóżka zobaczyła list. Zdziwiła ją nieco jego obecność. Kto mógł go tu przynieść. Stwierdzając że to mogła być któraś ze służek rozerwała pieczęć i rozwinęła papier. Czytając kolejne wersy jej oczy się rozszerzały. Na jej twarzy przelatywały różnego rodzaju uczucia począwszy od złości gdy przeczytała, że to od Tsunade. Nagle sobie o niej przypomniała, po tym jak wszystkie nieszczęścia a największym był nim Sasuke rozpoczęła ona, potem jednak wystąpiła nutka szczęścia bo jednak kochała blondynkę, mimo tego wszystkiego i zdała sobie sprawę, że to nie była jej wina o poślubieniu Sasuke, to on ją zmusił do tego. Wczytując się w treść listu czuła smutek, żal, troskę, niedowierzanie i na koniec przeraziła się słowami swojej dawnej mentorki. Szybko rzuciła list i pobiegła odnaleźć Itachiego musi go znaleźć jak najszybciej. Ogród- przeszło jej przez myśl tam go ostatnio zostawiła. Biegała tam i z powrotem w celu odnalezienia go. Biegnąc długim korytarzem zastanawiała się co mu powie. Zbliżała się do rogu korytarza który dalej prowadził do wyjścia z posiadłości. Szybko przemierzała kolejne metry korytarza, dotknęła ręką ściany wybiegając z zakrętu chcąc wziąć go mniejszym łukiem i w tedy poczuła że wpada na coś twardego, odpija się i leci jak długa na ziemię jednak ktoś szybko łapie ją za rękę i pociąga w górę łapiąc ją w swoje ramiona. Uspokajała się jeszcze chwilę w czyichś ramionach oddychając głęboko tuląc się do jego klatki piersiowej. Ręce miała oparte właśnie o tors z czego mogła wywnioskować że ma pod ubraniem twarde mięśnie. Uniosła spojrzenie na twarz osoby na którą wpadła i napotkała spojrzenie rozbawionych tą sytuacją czarnych tęczówek. Odsunęła się po chwili od niego stając już bardziej swobodnie.
-Itachi muszę wyjechać.
Co ona powiedziała? Czy on dobrze usłyszał. Czy ona ma zamiar wyjechać. Nie rozumiał nic z tego. Przecież teraz jest mu potrzebna. Przecież nie może zrezygnować z ,,konkursu” na jego żonę. Jak to możliwe. Pewnie odchodzi prze tą sytuacje w ogrodzie. Nie powinien być taki wścibski.
-Sakura ja…. Ja nie rozumiem dlaczego chcesz odejść… Czy ja coś zrobiłem nie tak. Czy ….
-Itachi to nie tak. Tsunade umiera. Napisała do mnie list, że chce mnie zobaczyć jeszcze przed śmiercią. Ja muszę wyruszać jak najszybciej. Przepraszam że muszę z ciebie zrezygnować. Ja nie mogę… Odwróciła się i pobiegła w zupełnie inną stronę niż stał Itachi, a mianowicie do swojego pokoju. Pozostawiła go w głębokim szoku. Przez chwilę słyszała jak ją woła. Jednak ona nie zamierzała się zatrzymywać. Dotarła do swojego celu i jak najszybciej wybrała kilka rzeczy z szafy spakowała i już była gotowa do drogi. Prawie gotowa. Wyszła ze swojego pokoju zamykając go na klucz. Swoje kroki skierowała do kuchni, gdzie spakowała sobie mały prowiant. Poszła do stajni po konia. Kiedy wyprowadzała go ze stajni usłyszała głos:
-Jadę z tobą Sakura nie mogę cię zostawić samej. Była zaszokowana jego słowami.
-Zero ale skąd o tym wiesz że ja wyjeżdżam?
-Słyszałem jak rozmawiałaś z Itachim pozwól że będę ci towarzyszył.
-Dobrze, tak naprawdę nie chce wyruszać sama…




Nadal nie docierały do niego słowa Paina mówiącego coś o jakimś planie na polepszenie bytu mieszkańców Romy. Myślami był bardzo daleko razem z pewną różowowłosą dziewczyną. 

Wyruszyła już parę godzin temu zbliżał się już wieczór a co najgorsze wyruszył z nią Zero. Nie dała sobie nic powiedzieć wpadła w taką agonię po tym jak dowiedziała się o chorobie Tsunade, że nawet nie dała sobie nic przekazać. Wyruszyła szybko. Nawet nie omówiła z nim szczegółów swojej podróży. Za chwilę ma do niego przyjść pierwsza kandydatka na żonę niejaka Yuuki. Czekał na nią w Sali tronowej, a przy okazji Pain mówił jakie ma plany dotyczące państwa. Wpatrywał się w drzwi które powoli się uchylały. Przez nie wkroczyła dziewczyna. Miała brązowe długie włosy dokładnie ułożone i upięte u góry. Suknie miała błękitną bardzo przyozdobioną w różnego rodzaju falbany, wstążki, koronki i diamenciki. Sakura by się tak nie ubrała, nie zrobiła by z siebie chodzącej- świecącej karuzeli. Wyglądała jak by zaliczyła bardzo bliskie spotkanie z tęczą. Spojrzała na niego swoimi tęczówkami w kolorze zgniłej zieleni. Sakura ma piękniejszy kolor oczu- znów nieświadomie przyrównał ją różowowłosej. 

środa, 8 października 2014

Plagiat

Ogłoszenia:
Hej wszystkim jest coś wartego poświęcenia chwili uwagi. Proszę przeczytajcie ten post a potem zapoznajcie się z linkiem
Tu chodzi o Leith. Już pewnie co niektórzy wiedzą o co chodzi i wogólę, ale  ja pokrótce przedstawię. Leith posiada bloga pewnie kojarzycie o Sasuke i Niko,  super polecam ja sama jestem jego fanką J Kiedyś poproszę autorkę o autograf :P, ale co do sprawy znalazła się taka mała niepełnoletnia twórczyni książki, której całą treść Z E R Ż N Ę Ł A z bloga Leithe. Jaka masakra, żeby być aż tak bezczelnym, do tego jeszcze nasz kraj Polska w którym system karny działa jak działa i umarza wyroki. Nie mogę przeżyć normalnie. Ktoś się trudzi, piszę bloga, stara się z czasem ma swoich fanów tworzy piękną historię a tu znajduje się taka mała siksa i wszystko przywłaszcza i jeszcze roki to i ma KASĘ a ty piszesz bloga bezinteresownie, bez żadnego wynagrodzenia, aż mnie nerwy noszą jak można zrobić coś takiego po prostu nie rozumiem. Ale tu nie chodzi o moje żale trzeba coś z tym zrobić jak najszybciej. Kliknijcie na link i przeczytajcie szczegóły tego jakże bezczelnego plagiatu. To może przydarzyć się każdemu. K A Ż D E M U posiadaczowi bloga. Teraz trzeba nagłośnić tą sprawę. Plagiat nie może być bezkarny. Pozdrawiam. Niech każda osoba co ma bloga dowie się o tym i także nagłośni plagiat który dotknął Leithe

 

piątek, 3 października 2014

Rozdział 20

„Zetknął nas los,  a może przypadek,
Najlepsze jest wciąż  to, co nieznane,
    Więc leć ze mną, niech chmury pędzą,
poprowadzą nas…
Zamknij na chwilę oczy nie myśl o tym, czy boisz się czy nie
Na chwilę zostawmy w tyle rozczarowań gniew
Dziś to, co mamy na pewno to siebie, nic więcej
Więc leć ze mną, niech chmury pędzą donikąd chociaż raz”
-Grzegorz Hyży- Na Chwile

               Siedział na kanapie i zastanawiał się co to jest sens życia, czy ma on jeszcze jakieś priorytety, czy w życiu zostało mu jeszcze coś oprócz smutku, strachu, obowiązków i zmartwień. Już dawno nie zaznał prawdziwego szczęścia, można powiedzieć, że zapomniał co to jest szczęście. Jednak gdy dogłębniej się zastanowił, to czy patrzenie na różową panią nie sprawiała mu radości i namiastki szczęścia. Tęsknił za swoją rodziną. Tęsknił za bliskimi i życiem dowódcy. W pewnym sensie walka była długo jego kompanem, długo stanowiła nieodłączną część jego życia. Spojrzał na swoją rękę. Jak wiele istnień pochłonęła, jak wiele rodzin rozbiła, ile nieszczęścia przyniosła. Spełniał rozkazy cezara.- Zabijał. Chora walka toczyła się wszędzie i o co? O poszerzenie granic państwa, o zdobycie nowych poddanych, o skarby jakie nowa ziemia mogła nieść. Dobrze jest mu z tym co ma, nie chce zmian,  chodź przed jego oczami stanął pusty dom, został pozbawiony rodziny, wie, że już nigdy nie wróci w tamte czasy, ponieważ one przeminęły. Nigdy nie był gotowy, żeby żyć jak mu kazano. Wszystko co miał zabrał mu los. Jedno wie- już nigdy tam nie wróci. Zawsze myślał, że mimo dobrych rad można w dobrą stronę biec. Los okłamał go brutalnie pozbawiając go wszystkiego co kochał. Chciał zapomnieć o przykrej przeszłości, przejść na drugą stronę mostu, schować żal, zmienić się, już nigdy nie wracać do przeszłości. -Z A P O M N I E Ć. Lepiej zostawić w tyle złe czasy. Schować dumę w kieszeń, na próżno szukał sensu w rozkazach cezara gdy był jeszcze dowódcą. Wie, że już nigdy nie wróci tam. Zamknął oczy. Od razu ukazała mu się twarz różowo-włosej. Patrzyła na niego tymi swoimi zielonymi oczami. Na jego twarz wkradł się delikatny uśmiech. Wyciągnął przed siebie ręce i wyobraził sobie że chwyta ją za szyję po czym dusi.
-Co ty ze mną robisz słyszysz, ogłupiasz mnie, przy tobie nie umiem myśleć racjonalnie, przy tobie się gubię. Z szerszym uśmiechem na twarzy puścił wyobrażenie Haruno. Zaśmiał się głośno, gdy doszło do niego, że przed chwilą próbował udusić wyimaginowaną Sakurę.
Po chwili wstał z wygodnej kanapy i swoje kroki skierował ku wielkiemu oknu. Miał z niego piękny widok na ogród który teraz oświetlał blask księżyca. Już dawno zrobiło się ciemno. Pan nocy wyjątkowo mocno świecił. Noc był jasna. Gwiazdy przepięknie migotały. Szukał wzrokiem tej najjaśniejszej.

            -Itachi, tata mówił mi, że tamta gwiazda- wskazał paluszkiem na najjaśniejszą- to jak się zawsze za nią będzie podążać odnajdzie się dom. Chłopczyk spojrzał wzrokiem pełnym zainteresowania na młodego mężczyznę. Czarnowłosy uśmiechnął się delikatnie do brata.
-Tak to prawda, owa gwiazda zawsze cię doprowadzi do domu, bo to nie tylko gwiazda. Każdy w niej ma ukrytego anioła stróża, który chce dla nas jak najlepiej i gdy się zgubimy nocą, on zawsze pokażę nam drogę. Z chłopczyka ust wydobył się cichy dźwięk typy wooow. Patrzył zafascynowany na najjaśniejszą gwiazdę, po chwili jego wyraz ukazał fakt, że nad czymś gorączkowo myśli.
-Już wiem- krzyknął szybko wstając.- nazwę go Arachid.
-Kogo? Zapytał długo-włosy chłopak.
-No mojego anioła stróża ukrytego w tej gwieździe tak nazwę. Arachid ładnie co nie. Siedmiolatek zaczął się głośno śmiać po czym z hukiem upadł znów na trawę obok Itachiego. 
-A jak ty nazwiesz swojego? Po chwili znów można było usłyszeć z ust chłopca pytanie.
-Mój będzie nazywał się Sakura. Takie imię przyszło mu do głowy, a skąd taki pomysł. Przyjaciółka mamy urodziła dziewczynkę, widział ją ostatni raz jak była malutka, dla tego, że trzy lata to jej narodzinach wyprowadzili się. Ojciec dziewczynki dostał posadę na dworze cesarskim. Po tym słuch po nich zaginął. Już nawet nie pamiętał jak wyglądała owa dziewczynka- ale miała bardzo niespotykane imię- Sakura.
-Fuuuu wymyśl coś lepszego to imię jak dla baby. Głośny protest wydał się z małego ciała
-Bo ma być babskie, bo mój anioł jest babą. Odpowiedział starszy po chwili. Oburzenie wkradł się na twarz siedmiolatka. Nie rozumiał jak można mieć anioła i to do tego kobietę, to było śmieszne.
-Niech ci będzie twój anioł to słaba baba, a natomiast mój to wielki umięśniony wojownik, którego nikt nie może pokonać i wszyscy się go boją. Szczery głośny śmiech wydał się z krtani starszego członka rodziny.
-A mój anioł to piękna kobieta i twój anioł się w niej podkochuje.
-Itachi to nie prawda- zaprotestował chłopiec.

Wspomnienia wróciły do niego podwójnie. Nie mógł przestać się uśmiechać- Sakura -powiedział szeptem. –Sakura- powtórzył jak by chciał w jakiś sposób do siebie ją wezwać.


            Biegła śmiała się- była szczęśliwa. Była zadowolona że zgodziła się na propozycję Zero. Zapomniała o zmartwieniach, nie myślała teraz o niczym, pochłonęła ją radosna chwila.
-Zaraz cię dogonię zobaczysz- usłyszała za sobą krzyk chłopaka. Jak by na odpowiedź zaśmiała się jeszcze gorzej. Swoimi nogami mocniej uderzyła w boki zwierzęcia, aby zmusić go do szybszego galopu. Ścigali się ze sobą między drzewami w pobliskim lesie. Wiatr rozwiewał kaskadami jej długie różowe włosy. Oczy niesamowicie iskrzyły się szczęściem. W tej chwili czuła się- wolna.
-Próbuj szczęścia- odkrzyknęła. Słyszała że się do niej zbliża. Słyszała coraz głośniejszy galop jego konia tuż za sobą. Pośpieszyła jeszcze konia. Bieg koni rozwinął się do imponującej prędkości. Po chwili poczuła jak chłopak łapie jej lejce i zwalnia obydwa konie.
-No dobra masz mnie. Spojrzała na niego. Jego twarz była rozpromieniona, też ta wycieczka mu sprawiła przyjemność. Iskrzące oczy mężczyzny przypatrywały się jej z nieodgadnionym wyrazem. Usta miał wygięte w subtelny uśmiech. Blond włosy były równie mocno roztrzepane co jej, jednak nadawały mu wiele uroku.
-Chodź Sakura usadźmy na chwilę tam. Palcem pokazał jej polanę z małym strumykiem na który przewróciło się drzewo. Poszli w jego kierunku. Konie przywiązali do pni drzew, a sami postanowili ulokować się na drzewie które znajdowało się metr nad strumykiem. Prawdopodobnie przewróciło się przez siły natury- wiatr- starość drzewa- korniki. Dzieła buty tuż przy konarze i przy pomocy ręki Zero weszła na pień drzewa. Przesuwał się z gracją na palcach. Doszli na środek strumyka po drzewie i tam usiedli. Sakura lekko zamoczyła palce u stóp. Woda była zimna, a raczej lodowata. Śmiali się wygłupiali, rozmawiali o bzdetach. Dobrze czuli się w swoim towarzystwie. Spojrzeli się w swoje oczy. Twarz chłopaka zaczęła przybliżać się do niej. Wiedziała co za chwilę nastąpi. Na chwilę pomyślała     ,, co mi szkodzi” jednak szybko nadeszło opamiętanie, w jej sercu był inny. Nagły ruch sprawił, że ześlizgnęła się z drzewa w akcie bezradności chwyciła Zera za koszule co skończyło się ich upadkiem w lodowatej wodzie. Strumyk nie był głęboki woda sięgała im jedynie do pasa. Spojrzeli się na siebie po czym wybuchnęli oboje głośnym śmiechem. Skorzystała z pomocy blondyna i podała mu swoją dłoń. Po chwili byli już na brzegu. Cali byli mokrzy- ale zadowoleni. Wsiedli na swoje konie i skierowali się ku posiadłości Cezara. Dobrze czuła się w towarzystwie brozowo-okiego.  
-Mam nadzieję, że jeszcze to kiedyś powtórzymy- mówiąc to mężczyzna na koniu posłał w jej kierunku szeroki uśmiech, który to ona odwzajemniła. Już dawno nikt jej nie sprawił tyle radości co on.
-No jasne, że tak. Znakomicie się bawiłam. Jesteś naprawdę imponującym jeźdźcem. Ucieszyłam się, gdy dzisiaj przyszedłeś do mnie i poprosiłeś o wspólną przejażdżkę. Odpowiedziała. Cały czas nie spuszczali z siebie oczu. Jechali obok siebie konno.
-Ja również się cieszę. Widziałem jak jeździsz konno podczas tego konkursu na żonę, ale to beznadziejne pomysły ma senat. Nie rozumiem jak oni mogli wymyślić coś tak głupiego.
-Widocznie senat Rzymu jest bardzo kreatywny, lub najzwyczajniej było tyle kandydatek, że postanowili połowę odprawić z kulturą.
-A ty co tam robiłaś. Też startujesz? Nie wiedziała co ma na to powiedzieć ,,Tak startuję bo Itachi się zachlał i mnie też wpisał, a że obiecałam to się już nie wycofałam i próbuje swojego szczęścia.”
-Tak też startuję. Sprawdzam swoje umiejętności- okłamała go. Chłopak delikatnie zmrużył oczy, ale nic już nie powiedział. Zbliżali się do posiadłości. Było już widać mury miasta. Jechali prosto do stajni gdzie konie oddali w dobre ręce stajennych. Szli do zamku. Zero odprowadził Sakurę aż do głównego holu i pewnie poszedł by dalej jednak dziewczyna stwierdziła że dalej sobie poradzi. Chłopak ustał naprzeciwko niej. Szybkim ruchem złapał obiema dłońmi za jej policzki i wpił się w jej malinowe usta. Nie oddawała pocałunków, ale również i go nie odepchnęła. W tej chwili zachowywała się samolubnie dawała mu nadzieję, chodź dobrze wiedziałam, że nic z tego nie będzie. Oderwał się od niej i spojrzał w jej oczy.
-Dobranoc powiedział po czym odwrócił się na pięcie i odszedł. Uśmiechnęła się delikatnie. To było bez sensu. Pomyślała.
Szybko kroczył do swojej komnaty. Złość zawładnęła całym jego ciałem. Nie wiedział co się z nim dzieje. Trzasnął za sobą głośno drzwiami. Podszedł do najbliższej ściany i zadał jej kilka ciosów z zaciśniętej pięści. Chodził nerwowo po pokoju tam i z powrotem. Jak mogła. Coś takiego zrobić. Nie wytrzymał napadła go kolejna salwa złości. Złapał w rękę wyrzeźbioną twarz Sokratesa. Jednym susem przeleciała przez pokój po czym z impetem uderzyła w ścianę przez co posągowa twarz rozpadła się na milion małych kawałków. Jej los podzieliła także kilka innych rzeczy które wpadły w ręce Itackiemu. Był zły. Bardzo zły, a przez co? Przez głupi pocałunek Sakury i Zera. To go tak zezłościło. Z impetem upadł na łóżko. Wziął parę wdechów i wydechów na uspokojenie. Co ty robisz chłopie? –pytał siebie w myślach.




Od autorki: No i walnęłam już 20 rozdział. Mam nadzieję, że nie jesteście zawiedzeni moją twórczością. Jak zauważyli pewnie niektórzy (albo i nie) zmieniłam odrobinę fabułę jaką prowadziłam do tej pory na onecie. Postaram się jak najczęściej dodawać notki a po skończeniu tego opowiadania kolejnego bloga przeniosę z onetu i dokończę i tak postaram się skończyć moje wszystkie blogi. Pozdrawiam   


środa, 17 września 2014

Rozdział 19


Różni­ca po­między sek­sem i śmier­cią po­lega na tym, że kiedy będziesz umierał, nikt nie będzie się śmiać z ciebie, że ro­bisz to sam.- Woody Allen

Kogo jak kogo, ale akurat jego się nie spodziewała. Spojrzała na czarno-włosego swym iście zielonym wzrokiem spod wachlarza niesamowicie gęstych, długich i czarnych rzęs. Zaskoczył ją i to bardzo. Zapatrzyła się na jego iście bladą twarz. Zaokrąglone i lekko przymknięte oczy świadczyły o zmęczeniu, gdzie nie gdzie ukazywały się mu zmarszczki. Z tego co słyszała jest od niej o pięć lat starszy, jednak podobno to zasłużony generał, który dowodził wojskami Rzymskimi przez dość długi okres. Usta wygięte w lekkim uśmiechu który zniewalał co jeszcze bardziej uświadczyło Sakure o jego jak widać dużym upojeniu alkoholowym. Czarne włosy lekko roztrzepane świadczyły o tym że za nim dotarł pod jej drzwi zaliczył parę wywrotów, salt, upadków i potknięć.  Stali tak i wpatrywali się bez jakiego kolwiek konkretnego celu. Zauważyła że Itachi coraz bardziej poszerza ku niej swój uśmiech.                                                     –Wiesz co od pierwszego razu, znaczy odkąd pierwszy raz cię ujrzałem u boku tamtego tyrana miałem wrażenie że jesteś dziewczyną z moich snów. Dziewczyną która kazała mi się nie poddawać i walczyć.  Rozszerzyła usta szerzej na te niesamowite wyznanie. Nie wiedziała czy ma się teraz śmiać czy mu gratulować. Ona czyjąś motywacją to było jak dla niej coś niesamowitego.                                                                                                                                   
  – I do tego twoje piękne różowe włosy i te oczy które tak przenikają swoją zielenią, to po nich cię rozpoznałem, to po nich wiedziałem że jesteś dziewczyną z mojego snu. No teraz to myślała że zaraz służba będzie musiała zbierać ją z podłogi. Itachi Uchiha cholernie skryty gość prawi jej teraz komplementy i to nie byle jakie stwierdza, że mu się podobają jej włosy i oczy. Nie mogła uwierzyć w to co słyszy.  Czy to działo się rzeczywiście, czy może wzrok i słuch pałały jej figle.                                                                                                                 
  - Panie ja…  Nie dane było jej dokończyć gdyż przerwał jej subtelny głos czarno-włosego
– Nie Sakura niemów do mnie tak- jestem Itachi po prostu Itachi nie żaden P A N rozumiemy się- powiedział srogim głosem karcąc ją jak małe dziecko, jednak po chwili znów na jego bladej twarzy pojawił się uśmiech.
- Mam do ciebie prośbę zgłosiłem cię jako kandydatka na moją żonę, nie wiem czemu może to przez ten alkohol, może mi się przypodobałaś, jutro jak zobaczę na liście będę się wstydził ale obiecaj mi że nie ważne co będę gadał nie wycofasz się.- Wiedział to po prostu wiedziała alkohol robi z ludzi głupich, jak się teraz tak na niego patrzyła stwierdziła, że nigdy się nie upije. Ni chciała by później się za siebie wstydzić.
-Itachi ja nie sądzę żebym miała jakie kolwiek szanse, tyle pięknych kandydatek i wogólę i … Nie dokończyła zdania ponieważ przeszkodził jej w tym brunet, a raczej jego usta które ją całowały namiętnie w usta. Ze zdziwienia oczy rozszerzyła oczy do granic możliwości. Czy to jest możliwe? Zastanawiała się na tym. Nie oddawała pocałunków, napięła wszystkie mięśnie. Sasuke jej tak nie całował, jednak czuła się źle z niewiadomej przyczyny przed oczami stanął jej Sasuke. Odepchnęła od siebie mężczyznę jak najmocniej umiała, po czym szybko zamknęła drzwi. Oparła się o drewniane drzwi czuła że ma przyśpieszony oddech, a serce niesamowicie szybko jej wali jak by zaraz miało uciec z jej klatki piersiowej.  Słyszała jak Itachi się dobija.
-Sakura, przepraszam, Sakura co ja ci zrobiłem, Sakura nie chciałem, Sakura porozmawiajmy, Sakura wybacz mi, Sakura otwórz mi te drzwi. I tak w kółko. Stał pod jej drzwiami jeszcze z godzinę po czym walenia ucichły. Wyjrzała na korytarz aby się upewnić że już sobie poszedł. Ujrzała go śpiącego pod ścianą
-Och, niech stracę. wyszeptała


Obudziły go promienia słoneczne padające wprost na jego twarz. Uniósł rękę aby tymczasowo uchronić oczy przed rażącym światłem. Jęknął czując strasznie okropny ból głowy oraz potworną ochotę aby się czegoś napić. Z jękiem niezadowolenia odwrócił się plecami do okna i nakrył kołdrą. Wtulił w nią swoją twarz czując piękny zapach lawendy i wiśni. Zaraz tak nie pachniało jego łóżko, a kołdra powinna być koloru czarnego, a nie czerwonego. Wstał szybko do pozycji siedzącej co ponagliło ból głowy. Rozejrzał się dookoła. Teraz był pewien to nie był jego pokuj. W tedy ujrzał właściciela owego pokoju, a raczej właścicielkę, która smacznie spała jeszcze na fotelu przykryta jakimś cienkim materiałem. Wstał z łóżka. Z położenia słońca wywnioskował, że są godziny jeszcze wczesno poranne. Nie pamiętał co się wczoraj wydarzyło.  Jedynie pamięta jej wyjście z balu, a potem jak lał w siebie kieliszek za kieliszkiem wina. Jeszcze te panny które prezentowano mu, chciał pośród nich widzieć Sakurę. Wstał z powoli i podszedł do dziewczyny. Spała spokojnie sobie nie zważając na pojedyncze kosmyki które zasłaniały jej twarz. Delikatnie odgarnął je jej za ucho. Miał teraz widok na jej twarz. Miała naprawdę bardzo jasną karnację. Wydawała się być taka spokojna. Jedną dłoń wsunął jej pod plecy, a drugą pod zgięcia kolan i jednym szybkim różem uniósł ją na swoich jękach. Jeszcze chwilę się jej przypatrywał, po czym swoje kroki skierował ku jej łóżku. Delikatnie ją położył i przykrył kołdrą. Nie wiedział co go w tedy skusiło, ale delikatnie pochylił się nad jej sylwetką mając cały czas otwarte oczy i sprawdzając czy czasami się nie przebudza. Na jej ustach złożył delikatny pocałunek. Bez szelestnie potem opuścił pokój różowo-włosej. Swoje kroki skierował do swojej komnaty gdzie wziął odprężającą kąpiel. Zastanawiał się co robił w pokoju dziewczyny. Odchylił swoją głowę do tyłu opierając ją. Westchnął. Wczoraj jak ją zobaczył taką szczęśliwą czasie tańca to nie wytrzymał musiał ją porwać. Chciał aby każdy taki uśmiech kierowała do niego, chciał żeby jej soczyście zielone oczy widziały tylko jego, pragnął codziennie przytulać jej drobne ciało do swojego, chciał być ostatnią osobą którą widzi przed snem i być pierwszą osobą jaką zobaczy budząc się każdego ranka. Chciał by to jego obdarowała swoją miłością, żeby to jemu podarowała swoje serce. Nie wiedział skąd się u niego wzięło takie myślenie, ale ta dziewczyna intrygowała. Zamknął oczy przypominając ją sobie z wczorajszego dnia. Czuł się jak by ujrzał anioła i też tak wyglądała. Już w więzieniu okazała mu swą dobroć. Uśmiechnął się przypominając sobie jak odwiedziła go dzień przed jego walką z Sasuke, a w tedy ten ją na ty przyłapał. Jej spanikowany wyraz twarzy jak i lekko zaróżowione policzki z zdezorientowania. Dzisiaj miał być pierwszy dzień w którym parę kandydatek na jego żonę odpadnie. Najpierw będą musiały dosiąść konia. Nie wiele kobiet to umiało, ale dla niego ta umiejętność była dość ważnym faktem gdyż uwielbiał konie i w razie różnorodnych parad lub innych pokazów jadą na koniach. Zdawał sobie że w długiej sukni to nie takie łatwe. Przypomniał sobie jak uczył kiedyś tego swoją siostrę, mimo woli uśmiech wdarł się na jego usta przypominając sobie owe wydarzenie:

-No wskakuj wreszcie na tego konia- ponaglił ją brunet. Dziewczyna nadęła policzki i zawistnym wzrokiem popatrzyła na swojego starszego brata. Westchnęła przeciągle po czym znów swoimi drobnymi rękoma uchwyciła uprząż konia uniosła jedną nogę i położyła ją  w odpowiednim miejscu, już miała podskoczyć i przerzucić drugą nogę przez konia, gdy ten nagle ruszył do przodu powodując, że dziewczyna upadła na ziemię. Szybko podbiegł do niej pomagając jej wstać.
-Itachi ja się nigdy tego nie nauczę, w sukni to nie jest w cale takie łatwe, jak się o coś nie zaczepi to jeszcze coś innego nie dam rady. Jej myślenie pozytywne dotyczące nauki jazdy konno nagle wyparowało pozostawiając tylko sam pesymizm.
-Nigdy się nie nauczysz jak nie zaliczysz parę upadków, ja miałem nie lepszy początek, tak samo spadałem nawet rozbiłem sobie głowę, ale spokojnie patrząc jak ty upadasz mam już wrażenie że dopracowałaś bezpieczne upadki i na pewno sobie nic nie zrobisz. Dziewczyna słysząc to popchnęła go po czym skierowała swoje kroki ku wejściu do domu.
-Głupi jesteś Itachi- burknęła do niego
-Ej siostrzyczko ja tylko żartowałem nie gniewaj się na chodź tu spróbujemy jeszcze, aż do skutku nie możesz tak łatwo się poddawać. Dziewczyna westchnęła i odwróciła się ku niemu
-No dobra przecież skoro mam wyjść w przyszłości za króla muszę umieć jeździć konno to podstawa, księżniczki muszą umieć takie rzeczy. Itachi uśmiechnął się do niej pociesznie czochrając jej blond włosy.
-Tak, tak księżniczko.

Swoją ręką sięgnął do drewnianego stolika patrząc na listę kandydatek. Trochę ich było. Przewrócił parę stron dalej i to co ujrzał mało co go nie zabiło. Jego pismem było napisane Sakura Haruno. Nie było wątpliwości to było jego pismo. Teraz sobie  przypomniał co się wczoraj zdarzyło. No cóż obiecała się nie wycofywać.  W głębi swojego serca miał nadzieję, że to ona będzie jego wybranką. Uśmiechnął się do siebie. Miał już wychodzić gdy usłyszał głos swojego doradcy wywołujący jego z za drzwi komnaty
-Panie zaraz zaczyna się pierwsza konkurencja  którą mają zaliczyć panny.
-Zaraz będę- odpowiedział po czym wstał z wanny.

Stała na placu za posiadłością królewską. Czuła się zażenowana trochę tą sytuacją, ale obiecała Itackiemu, że spróbuje to tak też postanowiła spróbować. Wszystkie dziewczyny jak już przyszła były ustawione w kolejce, było około dwudziestu kandydatek, a że przyszła na końcu musiała zając ostatnie miejsce w kolejce. Zastanawiało ją to gdzie podziewał się rano Itachi doskonale pamiętała jak wrzucała go na łóżko a sama postanowiła spać na fotelu, a jak rano wstała go nie było w jej pokoju, a ona leżała na swoim łóżku. Co do bruneta jeszcze go nigdzie nie widziała. Spóźniał się. Ciekawiło ją to jaką to pierwszą konkurencję   wymyślono dla nich i widząc jak sylwetka czarnookiego zbliża się ku nim czuła, że zaraz się wszystkiego dowie. Cała świta ustała, po czym usłyszały głos urzędnika:
-Drogie panny pierwszą waszą konkurencją  będzie dosiadanie konia, a następnie okrążenie tego małego placu dookoła. Usta wykrzywiły mi się w uśmiechu współczując tym pannom przed nią. Każda ubrana w drogie, bogato zdobione stroje które odsłaniały wiele, zaś ona ubrała nie zbyt ozdobną lekką suknie. Pochwaliła się siebie samą za ten wybór po czym skierowała oczy na pierwszą kandydatkę przed którą ustawiono konia. Już prawie usiadła na koniu. Wybrała sposób ten kobiecy mając obie nogi z jednej strony konia lecz zsunęła się nagle niego przez co koń stanął dęba i odbiegł od niej na parę metrów, niestety odpadła, druga wybrała ten sam sposób siadu co pierwsza i udało jej się ruszyć jednak nogami za mocno uderzyła w boki konia przez co ten wyrwał się do przodu powodując że dziewczyna spadła. Trzecia kandydatka nie umiała nawet wejść na konia  zrezygnowała z tej konkurencji, czwartej poszło lepiej nie za specjalnie, ale dała radę wsiąść na konia i przejechać ten wyznaczony odcinek. Kolejka szybko się zmniejszała. Już prawie wszystkie kobiety były już spróbować jak na razie żadna się nie popisała. Zostały jeszcze cztery dziewczyny w tym także Sakura. Przednią odpadło już 8 kandydatek, a także przeszło 8. Czas na kolejną z tej dwudziestki, Niestety nie udało jej się zahaczyła suknią o siodło i upadła. Następna dziewczyna uciekła jak tylko koń na nią popatrzył. Widać było, że panicznie bała się koni. Przed ostatniej kandydatce się udało i teraz przyszła kolej na Sakure. Widziała jak Itachi bacznie ją ilustruje swoimi tęczówkami. Podeszła do konia. Nie biedzie bawić się jak inne dziewczyny i siedzieć na koniu jak powinna siedzieć dama. Ona jeździ konno tak jak ją nauczył jej dobry przyjaciel z zakonu. Często ścigali się po tutejszych lasach. Lekko pogłaskała konia po grzywie czując, że koń jest już bardzo zdenerwowany i lekko popadał w panikę. Tym gestem go trochę uspokoiła. Poklepała jego bok po czym chwyciła za lejce.



Niektóre próby kandydatek okropnie go rozśmieszyły a niektóre zażenowały. Widział ją. Jej różowych włosów nie sposób przeoczyć. Co jakiś czas się uśmiechała. Również zerkała na   niego lecz na krótko, tak jak on na nią. Prawie wszystkie kandydatki już miały swoją szansę. Dziewięć kobiet jak na razie przeszło, a dziesięć odpadło. Kto by pomyślał, że przy takim zadaniu wykruszy się już polowa. Widział jak teraz ona podchodzi do konia. Uspokoiła go głaszcząc go. Poklepała go, a następnie chwyciła za lejce. Jeszcze żadna dotąd kandydatka nie popisała się niczym specjalnym. Włożyła nogę w uprząż i jednym zgrabnym ruchem przełożyła drugą nogę przez konia. Podobało się mu to nie próbowała siadać jak inne kandydatki bokiem, ona siedziała jak należy. W wolnym dostojnym galopie przemierzyła dystans. Koń miał wysoko uniesioną głowę do góry , natomiast ona siedziała wyprostowana. Widać było że umie jeździć. Zatrzymała się przed czarnowłosym i jego świtą. Lekki uśmiech gościł na jej twarzy.
-Sakuro Haruno twoja próba zaliczona, lecz jesteś kobietą nie możesz jeździć jak mężczyzna. Wywróciła oczami wzdychając. Jemu w cale nie przeszkadzało to jak jeździ. Przełożyła nogę przez konia i usiadła jak prawdziwa dama. Wyprostowała się wypinając pierś do przodu. Zrobiła jeszcze jedno kółko. 
-Nie sądzisz, że to było niepotrzebne tylko ona z obecnych potrafi jeździć z nich wszystkich. Powiedział pół głosem do Paina. Rudowłosy spojrzał na niego i się uśmiechnął.
-Wiem o tym ale musisz przyznać świetnie wygląda na twoim koniu. Otóż to, żeby nie było za łatwo panie posiadały konia Itachiego który zwał się ,,piorun”. Był to koń z ciężkim charakterem, jednak bardzo dumny i dostojny, a Sakura rzeczywiście wyglądała na nim świetnie. Uśmiechnął się do siebie pod nosem, gdy powrotem ustała tam gdzie stała
-Może być? Zapytała. Jedynie czarnooki kiwnął głową. Widząc ten gest zwinnie zeskoczyła z konia i udała się
  powrotem do komnaty.

Po chwili i on ruszył jej śladami gdy jej sylwetka zniknęła z jego pola widzenia. Musiał przyznać sam przed sobą. Świetnie jeździła konno. 

piątek, 12 września 2014

Rozdział 18

Na­leżeli obo­je do te­go rodza­ju is­tot ner­wo­wych, wrażli­wych, szlachet­nych i kochających, które zdol­ne są do naj­większych poświęceń, ale które w życiu i zet­knięcu się z je­go rzeczy­wis­tością mało znaj­dują szczęścia, dając nap­rzód więcej, niż mogą ot­rzy­mać. Ten rodzaj ludzi gi­nie też za­raz i myślę, że ja­kiś dzi­siej­szy na­tura­lis­ta mógłby po­wie­dzieć o nich, że z góry są na śmierć ska­zani, bo przychodzą na świat z wadą ser­ca – za dużo kochają. – Henryk Sienkiewicz



Wyszła z pokoju i skierowała swoje kroki ku sali tronowej gdzie miał odbyć się bal. Jej dźwięk stukotu szpilek roznosił się po korytarzach. Wiedziała, że już zbliża się do celu. Przed nią drzwi otworzyły się za pomocą dwóch służących. Postawiła swój pierwszy krok do środka. Idąc wszyscy oglądali się za nią, mężczyźni po ślubie wzdychali na jej widok wiedząc że ich żony nie porastają Sakurze do pięt, zazdrosne panny szeptały sobie coś na ucho a czasami nawet się podśmiewywały, a w głębi siebie zazdrościły jej okrutnie i marzyły o takim wyglądzie, kawalerzy nie mogli oderwać od niej swych oczu zafascynowani  nieziemsko piękną kobietą. Biała suknia z falbanami obciśnięta na biuście podkreślając jego walory oraz uwydatniając talię z przodu krótka odsłaniając jej długie zgrabne nogi na które były nałożone czarne wysokie szpilki, natomiast z tyłu była długa i ciągnęła się za nią po ziemi. Podeszła do stołu i wzięła kieliszek z nalanym winem, nie lubiła alkoholu, ale musiała przecież czymś zająć ręce. Praktycznie nikogo nie znała na tym przyjęciu, czuła się nieswojo i tak jakby zagubiona, to nie była jednak jej bajka. Jej książę którego nawet nie polubiła chociaż miała do niego pewien sentyment, nauczył ją trochę życia, znęcał się na niej, pokazywał okrucieństwa i zgwałcił, a na koniec został wygnany z czego niezmiernie się cieszyła. Kontem oka dostrzegła jak zbliża się do niej jakiś młodzieniec. Ustał przed nią posyłając jej uśmiech. Ujął jej dłoń w swoją i pocałował ją mówiąc
-Witam panno Sakuro jestem Zero syn konsula Rzymu. Przedstawił się do tego lekko się kłaniając. Tak była znów panną po tym jak Sasuke został wygnany Itachi zwrócił jej ten tytuł z tego powodu gdyż do małżeństwa została zmuszona. Chłopak był przystojny. Miał dłuższe blond włosy i ciemno brązowe oczy. Sylwetkę miał dosyć dobrze umięśnioną szerokie ramiona  i ładne rysy twarzy sprawiały że większa część kobiet chciały go za męża. Był wysoki Sakura spędzała mu ledwie do klatki piersiowej.
-Witam cię Zero- przywitała się z nim. Widziała jak jej się przygląda. Z pozoru zdawał się być bardzo miłym towarzyszem. Brązowe oczy przeszywały ją na wylot. Był bardzo miły, a do tego przystojny. Rozmawiali dosyć długi czas. Coś dostrzegła kontem oka i odruchowo spojrzała się w tamtym kierunku. Cezar Rzymu stał i wlepiał swoje spojrzenie w jej osobę nawet w tedy kiedy spojrzała mu się w oczy jednak po jakiś paru sekundach speszyła się i odwróciła twarz do zagadującego do niej Zera skupiając się na jego osobie i całkowicie ignorując wścibskie spojrzenie Itachiego.
-Może zatańczymy? Nagle usłyszała tą wypowiedź z ust blondyna. Miała już trochę dość stania w miejscu więc się zgodziła na jego propozycje. Złapał ją za dłoń i kierując się na środek sali zaczęli swój taniec. Przyciągnął ją bliżej siebie położył jej jedną dłoń sobie na ramieniu, a drugą ujął w swoją. Prowadząc ją w tańcu narzucał jej swoje kroki do których musiała się dostosować. Do nich dołączyły się inne pary. Jej suknia wirowała kiedy ją obracał. Nagle usłyszała odbijany i już tańczyła z innym mężczyzną. Był on o głowę wyższy od niej, czarne włosy miał zaczesane do tyłu, a pod nosem czarny wąsik. Tańczyła z nim przez chwilę po czym się ,,rozłączyli” robiąc tak zwane przejście. Tym razem trafiła do młodego mężczyzny, pewnie parę lat młodszego od niej. Obrócił ją po czym trafiła w czyjąś klatkę piersiową jak okazało się był to Itachi. Ukłonił się po czym zaprosił ją do tańca. Wirowali razem wśród innych par, a kiedy jakiś chłopak chciał ją ,,odbić” karo-oki zmroził go wzrokiem mówiącym ,,spieprzaj nie masz tu czego szukać teraz ja z nią tańczę”, ten odwrócił się i poprosił do tańca inną kobietę. Patrzyli sobie w oczy tak jak by czegoś w nich szukali. Jego były ciemne i chłodne, a jej iskrzące się blaskiem zielne oczy pełne nieznanego jej dotąd uczucia.
-Bardzo dobrze cesarzu tańczysz- rozpoczęła rozmowę nie chcąc dalej ciągnąć przytłaczającej ciszy. Chwilę nic nie mówił, tak jak by zastanawiał się co w tej sytuacji było by najlepsze,
-Ty również możesz pochwalić się nienaganną sztuką tańczenia.  Może chciał byś się czegoś napić, pewnie jesteś spragniona po tym tańcu.
-Z miłą chęcią poproszę.- Zaprzestali tańczyć po czym skierowali się ku stołowi z różnego rodzaju napojami. Podał jej kieliszek z winem po czym wziął sobie drugi. Stuknęli się szkłem po czym Itachi wypił wszystko duszkiem, a Sakura upiła tylko łyka. Widać było że brunet jest już trochę podpity, musiał mieć nudny wieczór. Sięgnął zaraz po drugi kieliszek wina wypijając na raz go cały, potem po drugi, trzeci i czwarty. Jego czarne oczy zwróciły się ku niej.  Były już lekko przymglone od nadmiaru alkoholu i zmęczone przez ciągłą pracę.
-Sakura to jest bal który zorganizowali konsulowie po to abym znalazł sobie żonę.  Jest to dla ciebie okazja gdyż też dzisiaj z pośród wszystkich tutaj obecnych wybiorę młodego doradcę więc może ktoś wpadnie ci w oko.
-Chyba raczej powinieneś sugerować się wiedzą doradcy, a nie tym który wpadnie ci w oko, a czy ja też zaliczam się do grona panien w których będziesz wybierał swoją żonę?
-Oczywiście że nie, ty jesteś tu jako mój gość. Zaraz zaczną się prezentacje rodzin którzy będą pokazywać swoje córki mszę iść bardzo przepraszam.
W głowie szumiały jej słowa Itachiego. Czyli nie jest godna by być jego żoną. Zażenowana całą tą sytuacją spojrzała jeszcze tylko jak Itachi siedzi na tronie a obok niego dwaj jego przyjaciele Kisame oraz Pain, a przed nimi ojcowie prezentowali swoje córki. Nie chciała już tu być. Wyszła z balu kierując się do swojej komnaty. Weszła i od razu co zrobiła to rzuciła się na swoje łoże. Leżała myśląc o tym wszystkim. Nawet nie wiedziała kiedy zasnęła.
Obudziło ją mocne walenie do drzwi. Nie wiedziała kto to może być. Zasnęła w sukni na łóżku. Zwlokła się z wygodnego i ciepłego miejsca po czym wolnym krokiem podeszła do drzwi. Otworzyła je powoli.

-Itachi???

Rozdział 17

Śmierć jest mi­nimum. Mi­nimum wszys­tkiego. Pod­czas tych godzin, gdy jes­teś tak blis­ko dru­giej oso­by, z dwoj­ga niemal sta­jecie się jed­nym... Mi­nimum... Miłość jest śmier­cią: śmier­cią odrębności, śmier­cią dys­tansu, śmier­cią cza­su. W trzy­maniu się z dziew­czyną za ręce naj­piękniej­sze jest to, że po chwi­li za­pomi­nasz, która ręka jest Two­ja. Za­pomi­nasz, że są dwie, nie jedna. 

Miesiąc Później
Sasuke opuścił granice cesarstwa. Nie widziano go już więcej. Podobno uciekł i ukrył się w jakimś obszarze poza granicami państwa. Orochimaru został zabity zaraz po tym jak wyszło kto tak naprawdę kierował Sasuke.  Zagościł ład i porządek. Itachi okazał się dobrym cesarzem. Już w sercach ludzi nie gościł strach i lęk a radość i szczęście. Naprawdę bardzo polepszyło się życie w cesarstwie. Zaprzestano dalszych wojen i żołnierze wrócili do swoich żon i dzieci. Reszta plutonów miała być powitana już pod koniec tego miesiąca. Sakura często wychodziła z zamku. Itachi pozwolił wszystkim zostać w zamku. Na początku chciała odejść ale tak naprawdę nie miała dokąd a do kapłanek nie chciała w końcu to one ją wydały Sasuke. Często wychodziła i podziwiała jak bardzo zmieniło się na tych ziemiach podczas rządów nowego cezara. Itachi dowiedział się że jest synem króla i bratem Sasuke. Skąd? Otóż odkrył stare księgi i historię rodu Uchiha. Naprowadziła go także jego blizna, to dzięki niej tak naprawdę odkrył ten fakt. Wszyscy cieszyli się z takiego obrotu sprawy.
Sakura wstała i jak zwykle poszła do swojej łazienki się odświeżyć, jako była żona wcześniej panującego cesarza miała także duży wgląd w sprawy związane z krajem. Wyszła z łazienki i po nałożeniu bielizny i sukni niebiesko-białej skierowała swe kroki do jadalni gdzie jak mniemała wszyscy już byli. Usiadła obok Itachiego i nic nie mówiąc czekała aż służba poda posiłek. Ukradkiem spoglądała na Itachiego, siedział na swoim miejscu zaciekle o czymś myśląc. Wpatrywała się w niego dłuższą chwilę, aż ich spojrzenia się skrzyżowały. Speszona szybko odwróciła głowę w drugą stronę dziękując że   w tym czasie weszła służba. Nikt nie rozmawiał. Pełna kultura. Po skończonym posiłku postanowiła wyjść do ogrodu. Zaszła jeszcze do swojej komnaty aby wziąć książkę. Siedząc na ławce w ogrodzie przy wielkiej Fontanie wczytywała się w książkę. Nagle poczuła mrowienie na karku. Zaczęła się rozglądać. Napotkała parę czarnych oczu patrzących z balkonu królewskiej komnaty. Dłuższa chwile wpatrywali się tak w siebie. Sakura chciała odczytać jakie uczucia nim targają lecz oprócz tej obojętności nic nie było widać. Wstała z ławki i skierowała swe kroki ku pałacowi nie chcąc dłużej patrzeć w te tak bardzo tajemnicze oczy. Postanowiła odwiedzić tutejszą bibliotekę. Uchyliła ostrożnie drzwi jak by bojąc się czyjeś obecności. Powoli weszła do środka. Pomieszczenie było ogromne. Miliony ksiąg które czekały aż ktoś je weźmie i zrobi z nimi to do czego są przeznaczane- czyli je przeczyta. Sakura podeszła do pierwszego regału i wzięła pierwszą księgę jaka rzuciła jej się w oczy. Książka była bardzo gruba. Skórzane obicie nadawało temu uroku. Na okładce widniał wachlarz czerwono biały i wijący się wokół niego niebieski smok z groźnym spojrzeniem.  Kartki były już pożółknięte co świadczyło o starości księgi. Księga napisana była po hebrajsku. Podczas gdy jeszcze była w zakonie uczyła się trochę od Tsunade podstaw tego języka. Powoli i mizernie przeczytała tytuł ,,Historia klanu Uchiha”. Była bardzo zaciekawiona tą księgą. Przekartkowała powoli księgę tak z ciekawości po czym wróciła znów na pierwszą stronę.
‘’… Klan Uchiha z pokolenia na pokolenie obejmował tron Rzymu zwąc się Cezarami. Tron obejmował syn po ojcu biorąc za żonę kobietę tylko ze swojego rodu. Klan ściśle przestrzegał zasad panujących w rodzinie. Brat żenił się z siostrą lub swoją ciotką. Nie dopuszczano nikogo z zewnątrz. Owe zasady złamał Fugaku potomek Musiniego który pojął za żonę swoją matkę po śmierci swojego ojca. Jego matka spłodziła mu syna Fugaku jedynego potomka który po śmierci Musiniego przejął władzę i zakochując się w prostej mieszczance pojął ją za żonę która spłodziła mu dwóch synów których nazwano Itachim i Sasuke. Starszego o pięć lat syna porwano zaraz po narodzinach po czym słuch po nim zaginął. Młodszy syn żył przez wiele lat w świadomości że jest jedynakiem, jednak ich przeznaczeniem jest skrzyżować swoje miecze i zawalczyć o…
-yhym- czyjeś chrząknięcie sprawiło że księga wypadła Sakurze z dłoni.  Podniosła wzrok napotykając parę czarnych jak noc tęczówek. Przestraszona spojrzała na księgę po czym wzrok przeniosła na Itachiego. Czarne włosy związane w luźnego kucyka wypuszczały kilka krótkich kosmyków niesfornie opadających na jego twarz. Miała ochotę podejść i ręką delikatnie założyć mu je za ucho. Jej zdaniem strasznie był podobny do Sasuke. Od czasu kiedy była u niego w  lochach nie rozmawiali ze sobą. Pozwolił jej zostać w zamku chociaż obowiązkiem jako małżonki byłego cezara było wygnanie razem z nim. Widziała jak został wyrzucony za mury państwa patrzył na nią swymi oczami w sposób taki jak by obiecał że jeszcze tu po nią wróci po nią i po władzę. Nie chciała by już nigdy na niego patrzeć. Bała się go i po dziś dzień boi.
-Co ty tu robisz?- dobiegło do niej pytanie z ust czarno-włosego. Przez chwilę te pytanie krążyło jej w głowie. Brunet przeniósł swój ciężar z jednej nogi na drugą co było oznaką jego niecierpliwości co do odpowiedzi różowo-włosej.
-Y jaaa eee  chciałam jakąś książkę do czytania. Powiedziała pierwsze co jej przyszło do głowy. Westchnęła przeciągle bojąc się następnych poczynań Itachiego.
-Jakąś książkę do czytania hmmm. Mówiąc to podszedł do niej i podniósł  książkę leżącą u jej nóg. Chwilę popatrzyła na nią po czym odłożył ją na miejsce.
-Myślę że to nie jest odpowiednia książka dla ciebie, ale mam coś tu dla ciebie takiego… Podał jej srebrną księgę dotyczącą jakiejś historii powstania Rzymu. Podał jej ową rzecz do ręki. Chwilę trzymał dłoń dziewczyny patrząc jej w oczy po czym tak jak by się obudził z letargu.
-Wiesz co kiedyś w śnie nawiedziła mnie istota bardzo podobna do ciebie, naprawdę była jak ty. Mówiąc to położył rękę na jej policzku delikatnie go głaszcząc. Miał taki ciepły i delikatny dotyk. Sakura stała jak zaklęta nie wiedząc co w tej chwili zrobić.
-Kiedy przyszłaś do mnie jak byłem w lochach od razu cię poznałem wiedziałem że kiedyś nasze drogi się jeszcze skrzyżują i będziemy sobie bliscy. Muszę już iść pamiętaj że zaraz musimy zjawić się na obiedzie a i nie zapomnij o wieczornym balu będzie tam wiele własnych osobistości masz szanse na coś wielkiego. Po tym jak to powiedział odszedł a ona została sama w bibliotece. Jeszcze nie doszła do siebie, jeszcze raz to wszystko przemyślała. Jak to jej szansa? Jaką szanse miała uzyskać na balu? Że niby ma obie tam kogoś znaleźć? Już trwała w trudnym i bardzo nieszczęśliwym związku więcej tak fatalnie nie trafi.
Szła korytarzami prosto do jadalni gdzie miała odbyć się uczta. Weszła głównymi drzwiami i usiadła koło Itachiego. Jej miejsce nie zmieniło się kiedyś siadała w tym samym miejscu tylko koło Sasuke. Podczas konsumowaniu cały czas rzucali sobie ukradkiem spojrzenia. Po skończonym posiłku postanowiła udać się do pokoju aby przygotować się na bal. W końcu ma być o godzinie 16 a już 14 czyli zostały tylko dwie godziny, mało czasu. Pierwsze co zrobiła to nalała pełną wannę wody. (umówmy się że były już wanny bo nie wiem jak te beczki drewniane się nazywają więc wanny ok.) Tego co było jej teraz trzeba to właśnie tego relaksu w gorącej wodzie. Odprężyła się w różano-wiśniowych olejkach i zaczęła rozmyślać o dzisiejszym balu. Ciekawiło ją kto tam będzie i co się wydarzy. Postanowiła wyglądać olśniewająco nie wie dlaczego tak jak by chciała kogoś sobą zachwycić, ale potem stwierdziła  że jest kobietą i musi pięknie wyglądać. Wyszła z wanny i osuszyła swoje ciało ręcznikiem. Wtarła w swoje ciało balsam różano-czekoladowy, a następnie lekko podkreśliła swoją urodę tak zwanymi kosmetykami. Założyła bieliznę a na to piękną białą suknie z przodu  krótka a z tyłu ciągnąca się po ziemi. Zakładana była bez ramiączek a na szyję miała złoty pas. Do tego długie kolczyki złote oraz skromną złotą bransoletkę z wysadzanymi diamencikami. Długie włosy pokręciła i zrobiła dwa warkocze po czym je spięła dookoła  głowy a na czubek swojej fryzury wpięła tiarę diamentową.

Za nim się obejrzała była już szesnasta czas balu…

Rozdział 16

Ludzie są dob­rzy i źli, od­ważni i tchórzli­wi, szlachet­ni i god­ni po­gar­dy. [...] A naj­dziw­niej­sze jest to, że naj­częściej wszys­tkie te cechy na­raz goszczą w jed­nym tyl­ko człowieku. I do­piero wówczas jest on całością. Całością za­razem silną i słabą, godną sza­cun­ku i godną współczu­cia. Ta­ki właśnie jest człowiek. Wiel­ki i mały jednocześnie.
-Dorota terakowska


I nadszedł ten moment w którym miała odbyć się walka między Cezarem Sasuke a generałem Itachim.  Krótko włosy brunet stał właśnie nad areną i przyglądał się wszystkiemu. Był już przygotowany. Na sobie miał srebrną zbroję. Przy nim stał jego doradca Orochimaru. Rozmawiali o czymś bardzo cicho niestety Sakura nie mogła tego słyszeć gdyż stała przy wejściu i patrzyła na plecy swojego niechcianego męża. Może i chciała dla niego śmierci ale nie tak dosłownie. Chciała wolności. Żyła cały czas w strachu i to ją popchnęło do tego aby życzyć Sasuke śmierci, bo gdy człowiek się boi i żyje w strachu do głowy przychodzą mu dziwne myśli i robie rzeczy nie do końca przemyślane. Gdy się TERAZ tak nad tym zastanowiła zawsze była czuła na ludzką krzywdę, a bądź co bądź cezar to też człowiek i niewiadomo jakie rzeczy by robił on także zasługuję na szczęście mimo jego czynów. Jednak widocznie coś kombinował. Widziała jak co chwila Orochimaru odwraca twarz ku Sasuke tak że widziała jego boczny profil i widocznie się parszywie uśmiechał.
Zastanawiała się nad wynikiem tej walki. Chciała aby żadne z nich nie zginęło tylko  wymyślili jakiś inny sposób aby to rozstrzygnąć.  Wiedziała że Itachi ma żal do władcy o coś i dla tego tak bardzo chce się zemścić, a Sasuke ma zupełnie jakieś inne powody.
-Orochimaru każ aby w razie gdybym przegrał i powalił mnie na ziemię to umieść na wszelki wypadek oczywiście łucznika na jednej z wierz i w razie potrzeby niech strzeli w mojego przeciwnika.
-Rozumiem mój władco że jesteś co do sytuacji uprzedzony i na wszelki wypadek będziemy oszukiwać.
-Orochimaru to generał wyszkolony w walkach a ja trenowałem walki w mieczach od dzieciaka ale aż tak dobrze nie jestem wyszkolony.
-Mój władco ZGADZAM SIĘ z tobą, trzeba być na każdą sytuację uprzedzonym. W końcu masz dla kogo żyć jesteś władcą tego pięknego królestwa i masz piękną żonę.
Oboje odwrócili się w stronę Sakury i popatrzyli na nią. Ich wzrok był dziwny. Widziała że mają co do niej jakieś plany. Westchnęła zażenowana. Czy jeszcze długo ma się tak męczyć. Czy jej passa będzie dalej tak się toczyć. Co będzie po tym jak Sasuke wygra. Czy dalej będzie nią pomiatał? Co jeszcze gorszego może się dziać? Będzie bić ale jeszcze mocniej? Zakatuje ją na śmierć, a może się zmieni.  Każdy może dostać drugą szanse, ale nie każdy z niej prawidłowo korzysta.
Zauważyła jak Sasuke odwraca się i idzie ku niej, natomiast Orochimaru znika gdzieś w drugim wyjściu. TERAZ wiedziała że coś na pewno kombinują. Spojrzała się na Sasuke który zmierzał ku niej. Pewność siebie miał wymalowaną na twarzy. Podszedł do niej i objął ją w pasie przytulając do siebie mocno. Wyglądała przy nim bardzo drobniutko. Sięgała mu tylko do klaty przez co jej głowa chowała się w jego silnych ramionach. Widoczne były jedynie jej różowe włosy wystające gdzie niegdzie z za jego ramion. Stal była zimna. Źle czuła się w jego ramionach jak mała zagubiona drobniutka istotka w szponach drapieżnika. Pocałował ją jeszcze w czoło i wyszeptał
-Kocham cię…
Nie mogła mu odpowiedzieć że ona go też bo tak w rzeczywistości nie było. Nie chciała go okłamywać i wywoływać złudnych myśli. Nie dobrze jest zwodzić tak człowieka bo to nie miało najmniejszego sensu.
Puścił ją i wyszedł, po czym skierował się na arenę gdzie już na niego czekał Itachi. Oboje byli bardzo dobrze uzbrojeni. Stali teraz naprzeciwko siebie mierząc się wściekłymi spojrzeniami. Byli bardzo podobni do siebie. Niczym bracia, że też nikt na to nie zwracał uwagi, a może zwrócili ale bali się odezwać. Władca był bardzo okrutny, wszyscy się go bali i to nie bez powodu miał taką reputację. Wiele razy skazywał ludzi na śmierć przez ukrzyżowanie, albo ścięcie za głupie drobne kradzieże. Niektórzy kradli by przeżyć. Bieda panowała w państwie, ale odkąd przejął władzę Sasuke zlikwidował Sejm i Senat. Sam podejmował decyzję bez niczyich wpływów.
-Itachi  gotuj się na śmierć dzisiaj zakończę twoje marne życie
Krzyknął Sasuke. Jego pewność siebie biła w długo włosego bruneta przez co sam czuł się trochę niepewnie. On również patrząc na Sasuke wywnioskował że coś jest nie tak. Musi zemścić się za rodzinę, za to co im zrobił. Jak mógł potraktować tak małe bezbronne czteroletnie dziecko. Jego szczątki zbierał po całym domu, jak i reszty rodziny.
-Nie bądź taki pewien, nie dam się tak łatwo, pomszczę swoją rodzinę!
-Ach twoja rodzina której przydarzył się ten okropny wypadek. Ktoś nie wiem kto nasłał na nich bandytów. Nie wiem jak to mogło się stać.
Mówił to aby zezłościć Itachiego. Czym bardziej go wkurzy tym szybciej zakończy pojedynek. Wyprowadzony z równowagi długo włosy brunet straci swoją czujność i zginie szybciej
-Wiem że to twoja sprawka!
-Och czyżby
Itachi natarł na Sasuke uderzając z całą siłą na jego tarcze. Co jakiś czas odpierał ataki mieczem. Ciosy długo włosego były naprawdę bardzo silne. Tarcza Sasuke była w coraz gorszym stanie, a bez tarczy obrona będzie raczej ciężka. Krótko włosy schylił się i podciął przeciwnika który runął na ziemię wypuszczając miecz i tarczę. Szybko wstał i dobiegł do miecza do tarczy nie zdążył gdyż Sasuke natarł szybko na niego. Wymachiwali precyzyjnie mieczami które krzyżowały się co jakiś czas. Kontem oka zauważyli jak wokół nich kręcą się lwy gotowe w każdej chwili do ataku. Ogromne i silne koty szczerzyły kły co chwila. Nagle jeden rzucił się na Sasuke. Ogromną paszczą rzucał na boki chcieć odgryźć mu jak największy kawał mięsa. Itachi tak się zapatrzył na ten widok że zapomniał o drugim kocie, który przypomniał mu o sobie skacząc mu na plecy. Przewrócił się i widząc jak lew chce na niego skoczyć więc wystawił miecz przed siebie w ostatniej chwili przez co kot się na niego nadział padając martwym obok ciała Itachiego. Szybko wstał i wyciągnął swoją bron z ciała zwierzęcia. Spojrzał na Sasuke on także rozprawił się ze swoim problemem ucinając zwierzakowi ogromny łeb. Walka między nimi na nowo się rozpoczęła. Coraz szybciej siły ich obu opuszczały. Oboje już chcieli zakończyć pojedynek. Walka rozkręciła się jeszcze bardziej a oni ostatnimi siłami uderzali. Sasuke spychany do tyłu ciosami bruneta cofał się do tyłu aż natknął się plecami na zimny mór. Itachi wytrącił mu z rąk miecz i tarcze. To był już koniec. Przeważyła szala tego iż Itachi był bardziej doświadczony i wytrwały.
Przerażony Sasuke szukał drogi ucieczki ale jej nie widział. Swoją twarz skierował na Sakurę. Widział jej duże zielone oczy. Dostrzegł w nich jak by nadzieję. W tej właśnie chwili uświadomił sobie jak był dla niej okropny mimo tego że ją tak bardzo kochał. Teraz już było za późno na poprawę wiedział to.
-Spierdoliłem wszystko- wyszeptał